5/08/2012

Details

Brooklyn.Williamsburg. Rabbithol. 

Nadal ciężko mnie  namówić na pełnowymiarowe danie w restauracji.
Mimo tego, że kocham jeść i próbować nowe potrawy, najczęściej kończy się na kawie z dobrym ciastkiem,
bądź lokalnym, koniecznie ciemnym piwie i sałacie.
Dodam tylko, nie jest to zasługa diety. Nigdy na żadnej nie byłam i raczej nie uznaję;)
W sobotę jednak, wyszłam z tego miejsca z poczuciem lekkiego niedosytu...


Wy również lubicie takie miejsca?, pełne detali które pamiętacie długo po powrocie do domu...?
Ja bardzo.

Udanej środy!
Ja już dzisiaj odliczam do weekendu. Ponoć ma być słoneczny!

Pozdrawiam!






27 komentarzy:

  1. To nie diabeł, lecz coś fascynującego tkwi w szczególe. Zdjęcia rewelka! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jedno i grugie myślę:), dzięki!

      Usuń
  2. lubię takie miejsca.
    będąc w NY mieszkałam w (na) Williamsburg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, a dokladnie?
      Spokojnie mogłabym sobie uwic tam gniazdko, fajne klimaty:)

      Usuń
    2. nie pamiętam nazwy ulicy. ale niedaleko mostu:)

      Usuń
  3. cudowne miejsce, uwielbiam takie miejsca, z klimatem w którym od razu człowiek czuje coś niesamowitego i zostaje w pamięci. Są to miejsca do których na pewno pragnie się kiedyś wrócić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to "kiedyś" w tym przypadku jest niedaleka przyszłością:))

      Usuń
  4. takie lekko dekadenckie, bardzo detaliczne, piękne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. stare podłogi,lampy cały decor utrzymany w takim klimacie. Dobrze sie czuje w takich miejscach, do tego bardzo przyjazna, otwarta obsługa, two times up!!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. o tak..stare podłogi..ach..uwielbiam!
    uściski z nowego miejsca:*
    J

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypatrywalam Ciebie z niecierpliwoscia:))))
      I jak, jak pierwsze wrazenia?:))), bo ze klimat jest to jestem pewna:)))
      Usciski!!

      Usuń
    2. uwielbiam..poznaję na razie, ale mój puls powoli zgrywa się z tętnem miasta :)) klimat jest oczywiście:) zachłysnąć się można:))
      uściski !!
      J

      Usuń
  6. Uwielbiam, zdecydowanie uwielbiam odkrywać takie miejsca. Szczegóły, to prawda.
    Wasze miejsce wygląda wspaniale. Te zasłony, nóżki, podłoga...
    A Twoje fotografie dzisiaj... Nie wiem, co napisać.
    Usciski :*

    OdpowiedzUsuń
  7. I love details! Będąc w Dolinie Chochołowskiej też byłam w takim miejscu;) Napiszę o nim na blogu;)
    Pozdrawiam Agnieszko!

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajne detale i miejsce. Lubie takie bardzo i zawsze jak gdzies wychodzimy to jem "pelnowymiarowo" :)

    OdpowiedzUsuń
  9. cudne zdjęcia, uwielbiam ich klimat :) sprawiają, że czuję jakbym sama tam była :)

    OdpowiedzUsuń
  10. takie miejsca są wręcz wskazane dla pokrzepienia własnego,spokojnego umysłu:)
    lubię przypadkowo odkrywane zakamarki miast,gdzie życie z pozoru zaprzestało swój żywot,a za ciężkimi firanami okien znajduję tętniący ludzkim ciepłem klimat.

    tajemnicze zdjęcia,przedostatnie-love it!

    OdpowiedzUsuń
  11. Magiczne miejsce. I sposób w jaki je przedstawiasz też bardzo do mnie przemawia :)

    OdpowiedzUsuń
  12. z chęcią wybrałabym się w tak klimatyczne miejsce. pięknie oddałaś całą atmosferę. tak proste kadry, a tyle mówią

    OdpowiedzUsuń
  13. Przepiękne, klimatyczne zdjęcia! Naprawdę cudne :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziekuje bardzo dziewczyny!

    OdpowiedzUsuń
  15. Dzięki zdjęciom z licznymi detalami faktycznie da się poczuć klimat tego miejsca.

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam takie miejsca. Pamiętam lutowe odwiedziny w cafe cluny na west village...pięknie dobierasz słowa i piękną tworzysz atmosferę.

    OdpowiedzUsuń

pozdrawiam :)